kraj:
Polska
08-02-2012 12:58 źródło: RadioWWW.eu     komentarzy: 0

Wywiad z Jackiem Pałkiewiczem - reporterem i eksploratorem

Szwajcarska Fundacja "New7Wonders", założona w 2001 roku przez szwajcarskiego podróżnika Bernarda Webera, niedawno zakończyła akcję stworzenia listy Nowych 7 Cudów Natury. Śniardwy, Mamry i inne akweny Mazur były jednymi z kandydatów do miana Cudu. Ambasador kampanii – podróżnik, dziennikarz i odkrywca – Jacek Pałkiewicz opowiadał na antenie Radia WWW o swojej miłości do Mazur.

Ambasador Mazur

Droga na skróty: Powiedział Pan „widziałem najwspanialsze krainy na świecie, ale Mazury to prawdziwy cud natury”. Co takiego zaciekawiło Pana w Mazurach?
 
Jacek Pałkiewicz: W środku przemysłowej, industrialnej Europy, jest taki zakątek przyrody, której człowiek jeszcze nie zniszczył za mocno. W odróżnieniu od innych zakątków świata. Powtarzam, w środku naszego kontynentu! To aż trudno sobie wyobrazić, żeby przyroda była tak zachowana. Oczywiście, postęp i cywilizacja prowadzą do zniszczeń. Dużo się słyszy o tym, że Mazury się zadeptuje, zaśmieca, ale niestety te problemy są wszędzie. Każde większe i turystycznie interesujące miejsce, musi się dzisiaj borykać z coraz większymi problemami tego rodzaju.
 
Droga na skróty: Jest Pan związany z Mazurami również sentymentalnie, prawda?
 
Jacek Pałkiewicz: Wychowywałem się w Ełku. Na tamtejszych jeziorach zaczęła się moja kariera podróżnicza. Żagle na Mazurach. Stały się one za małe w pewnym momencie, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Potem były żagle na Bałtyku, ale on też okazał się za mały. Potem interesowały mnie dżungle, Syberia czy pustynie. To ciągle się rozkręcało i już taka choroba pozostała na całe życie.
 
Droga na skróty: Swoją pasją „zaraził” Pan również Prezydenta Bronisława Komorowskiego – razem Panowie wybrali się na żagle.
 
Jacek Pałkiewicz: No nie. To raczej odwrotnie: ja się z nim wybrałem. Było tak, że w sześcioosobowej łodzi była nas siódemka. Czyli było bardzo ciasno, spartańsko. Ale pierwsze słowa jakie padły z ust Pana Prezydenta, gdy się wszyscy na pokładzie spotkaliśmy, były: „no ja to nie mam wątpliwości kto tu będzie kapitanować, panie Jacku w pana ręce...” Może trochę za szybko to zostało powiedziane, bo skończyło się tak że jeden z ministrów udał się do kuchni myć gary, jeszcze inny do kolejnych zadań, a pan Prezydent musiał wysłuchiwać poleceń kapitana. Ale wszystko oczywiście w przyjacielskiej atmosferze. Wiadomo że na jachcie nie może być sztuczności czy dystansu, więc po paru godzinach kontakt był na zasadzie: „Słuchaj wybierz szot, poluzuj to czy tamto”. I tak dalej.
 
Droga na skróty: Co pan czuł widząc Mazury w ścisłej czołówce finalistów konkursu na „7 nowych cudów natury”? Rozpierała pana duma?
 
Jacek Pałkiewicz: Oczywiście, że w jakimś sensie to jest duma. Dużo satysfakcji, mimo faktu, że Polska nigdy nie potrafiła się sprzedać. Nawet jak były wielkie sukcesy, zwycięstwa, to tego nigdy się nie nagłaśniało. Przynajmniej w okresie po Drugiej Wojnie Światowej, nie potrafiliśmy pokazać tego światu. Bo był Mur Berliński, bo Polska była gdzieś tam w drugiej kategorii tych państw na które patrzono z góry i przedarcie się było niezwykle trudne, czy nawet niemożliwe.
 
Droga na skróty: Ale to też leży w naszej mentalności, że nie potrafimy się sprzedać. Bo czujemy się gorsi. Kompleks niższości?
 
Jacek Pałkiewicz: Nie to że mamy jakiś kompleks. Tylko u nas gdy się powie„a to ja jestem ładny, zgrabny” odbierane jest to bardzo negatywnie. Jak tak można się chwalić? Ja wiele tego typu uwag słyszę pod moim adresem. Nie mam swojego agenta, sam muszę pracować na swój wizerunek. Jeśli ja się nie sprzedam i nie pokarzę, to ludzie nie będą wiedzieli, że jakiś Pałkiewicz istnieje i coś tam zrobił. W związku z tym, jeśli mamy coś do sprzedania, to róbmy wszystko żeby to sprzedać. Nie tylko sprzedać, ale też za dobre pieniądze. W polskiej mentalności tego brakuje. Dodam jeszcze, że mówi się „a bo to się tam komuś udało”, polscy piłkarze mówią w wywiadzie telewizyjnym „o dzisiaj udało nam się mecz wygrać”, „cioci się ciasto wczoraj udało”. Ja w Europie nie słyszę tak często tego „udało się”. Pałkiewiczowi się nie „udało”, on na to wszystko zapracował. To jest harówka, niezwykły wysiłek i poświęcenie czasu, energii i wszystkiego by to uzyskać. „Udać” to się może raz, półtora a może i dwa. Na pewno nie można liczyć, by to „udawanie” gdzie się powtarzało. Jeśli to razem powiązać to potem jest taki efekt, że nie potrafiliśmy się nigdy sprzedać w świecie. A tutaj mieliśmy okazję pokazać światu, że są jakieś Mazury. Choć tutaj nie chodzi o nie, ale o Polskę. Nie ma co ukrywać, że gdy się kogoś spyta o Polskę, gdzieś poza Europą, to usłyszymy: „A to gdzieś koło Rosji chyba, tak?”. Nie ma co szukać nawet na odległych kontynentach – nawet w Europie spojrzenie na Polskę jest „z góry”. „Jakaś Polska”, „jakiś kraj B”. Jeszcze potrzeba na pewno kilka lat i dużego nakładu pracy, by marka Polski wypłynęła na powierzchnię i zakotwiczyła się bardziej. W przypadku Mazur mamy do tego niezwykłą okazję, możliwość zaprezentować się w bardzo pozytywnym sensie. Tak żeby gdzieś to pozostało w świadomości ludzi. Tak jak dziś się mówi Wodospady Iguazú, Wyspy Bahama, Galapagos, te perły i klejnoty przyrody. Jeśli uda się nam znaleźć w tej grupie najwspanialszych cudów świata, to jest to reklama niezwykła i za darmo.
 
Droga na skróty: Wygranie konkursu wiązałoby się z dużymi profitami dla Mazur.
 
Jacek Pałkiewicz: To jest duży interes i duża reklama. Cały czas skupiamy się na Mazurach, ale promocja Pojezierza to jest interes Polski. To jest zwrócenie uwagi na wizytówkę Polski przyjaznej. Która przyciąga światem bardzo ładnej przyrody. Przyciąga uwagę i przyciąga do Polski.

Wywiad od partnera serwisu programu Droga na skróty z Radia WWW.

Zgłoś błąd » Przyjazne drukowanie »

tagi: Jacek Pałkiewicz, Podróże, Znany Podróżnik


reklamy:

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował.

Dodaj komentarz

Aby skomentować musisz się najpierw zalogować

Zgłoś nielegalność zdjęć lub wpisów na tej stronie »