kraj:
Egipt
, Wycieczka objazdowa autor: eryk2k1
12-10-2012 11:10, ocena: 0.00/0 komentarzy: 0

Egipt 7+7 Triada Zwiedzanie cz. 15, 18.09-02.10.04r.

Dzień 14

Piramidy - Egipt - Egipt – relacje z podróży
Pobudka o 6:30 nowego czasu, dzisiejszej nocy cofamy zegarek o 1h. Oznacza to, że dopóki w Polsce nie wskoczymy na czas zimowy, przez parę tygodni czas jest taki sam. Ruszamy do celu naszej podróży, zobaczyć wymarzone piramidy oraz Sfinksa.

Wreszcie dojeżdżamy, od piramid dzieli nas tylko kawałek. Droga dojazdowa to cztery pasy w jedną stronę. Już tylko czekamy aż Muhamed (nasz Egipski opiekun, który cały czas nam towarzyszy w podróży i załatwia takie sprawy jak bilety) kupi bilety i wjeżdżamy pod piramidy! Są genialne!!! Wspaniałe i ogromne! Stojąc pod nimi czujemy się jak przy wielkiej górze. Robimy kombinowane zdjęcia, aby jakoś je objąć w ekraniku aparatu :)

Wpierw zatrzymujemy się przy piramidzie Cheopsa. Teraz mamy czas wolny i spotykamy się przy piramidzie Chefrena.

Robię też zdjęcia na wielbłądzie. Ustalam 10 LE za wejście na niego i zrobienie fotki. Oczywiście przed wejściem upewniam się kilkukrotnie, że chodzi o 10 funtów egipskich a nie angielskich (ta forma naciągania to norma w Egipcie, szczególnie przy piramidach). Mimo to jak już mam zejść po zrobieniu zdjęcia Egipcjanin próbuje mnie naciągnąć wmawiając, że chodziło o funty angielskie. :) Znając już całkiem realia tego kraju i tych ludzi kompletnie się nie denerwuję. Mówię mu, że pieniądze mam na dole, (bo to ich kolejny numer, że nie chcą Ci pozwolić zejść z wielbłąda dopóki nie zapłacisz) i spokojnie wręczam im 10 LE. Oczywiście trochę popyskował, ale zaraz sobie poszedł. Pani Magda zresztą w autobusie przygotowała na takie numery całą grupę opowiadając historię jak to ostatnio nie chcieli pozwolić jednej kobiecie zejść z wielbłąda i dopiero musiała zapłacić za tę "usługę" 100$.

Idziemy dalej robiąc ciągle zdjęcia. Następnie już z grupą podjeżdżamy do piramidy Mykerinosa. Za 10 LE można ją zwiedzić, ale odpuszczamy. Podobno w środku nie ma za bardzo, czego oglądać. Można też było zwiedzić piramidę bodaj Cheopsa za 100 LE i nie wolno robić zdjęć. Tam również ponoć prawie nie ma nic do oglądania. Wejść może tam dziennie tylko 300 osób, zapewne dlatego taka spora kwota, bo i tak znajdą chętnych wśród tysięcy turystów. Z naszej grupy poszły tylko 2 osoby.

Wracając do piramidy Mykerinosa - piramida pisklę w porównaniu do 2 strasznych braciszków czy może siostrzyczek. :) Jej piękno ogni polegało na tym, że powłoka była wykonana z czystego alabastru. Teraz to po prostu malutka piramida z ogromną dziurą w środku. Kiedyś jeden z królów Egiptu jakoś na początku XX wieku chciał zniszczyć piramidy przez ich wysadzenie. Dzięki Bogu nie udało mu się to, efektem jednak jego zamysłu jest właśnie dziura w piramidzie Mykerinosa.

Jedziemy do miejsca widokowego, tam widać wszystkie trzy piramidy jak na dłoni. Trochę szpeci ten widok wybudowane po lewej stronie coś wstrętnego i metalowego, obecnie w stanie rozpadu. Na szczęście zdjęcia można zrobić tak, aby to coś nie wyszło na nich. Tu również nie omieszkałem odmówić sobie przyjemności zrobienia zdjęcia na wielbłądzie na tle piramid. Ustalam 10 LE za fotki, żeby nie było ponownie nieporozumień wyciągam pieniądze z portfela i mu pokazuję. Zdjęcia wychodzą super.

Na tym placu są sprzedawcy pamiątek, upatruję sobie jedną z figurek, ale gość chce po targach 200 LE i ani funciaka mniej. Nie daje się za nic stargować więcej, więc jej nie kupuję - mam nadzieję, że dostanę ją jeszcze na targu w Kairze. Figurka była jedną jedyną pośród tych kilku stoisk, zapewne, dlatego taka cena.

Udajemy się autobusem do Sfinksa, tam oczywiście kolejna sesja przepięknych zdjęć. Jest to wspaniały widok, pomimo setek zwiedzających da się zrobić tak fotki, że ich nie uwieczniać. Wracając do autobusu widzimy małe zbiegowisko a tam jakby zaprzysiężenie amerykańskiego oficera – kobiety.

Czytając w Internecie, co niektóre opisy, że piramidy rozczarowały, że wokół nich jest brud itp. kompletnie nie wiem, o co temu człowiekowi, który to napisał chodziło. One są wspaniałe, cudowne, nieprawdopodobne. Są zwieńczeniem, ukoronowaniem, całego trudu zwiedzania. Jak mogą kogoś rozczarować? Czego się tam ktoś spodziewał? To oczywiście pytania retoryczne. Są cudem tego świata nic dodać nic ująć. Żadnego brudu nie widziałem. Dla wyjaśnienia, nie ma pod piramidami MC Donalda /jeden z komentarzy jakie czytałem przed wyjazdem do Egiptu/. Może komuś chodziło o to, że od Sfinksa jakieś 300-400 m jest faktycznie w grupie budynków malutkie KFC, ale od samych piramid jest to pewnie z trzy kilometry. W każdym razie jeszcze raz podkreślę, warto je oglądać!
Po tych ogromnych emocjach z żalem opuszczam wspaniały widok, mam go na szczęście na bardzo wielu już własnych zdjęciach i we wspomnieniach.

Jedziemy do pobliskiej perfumerii. Tam słyszymy całą opowieść sprzedawców o perfumach, ich rodzajach, sposobie produkcji, itd. itp., podobne historie „sprzedawał nam” wcześniej opisany egipski Maradona. Nie decydujemy się na ich zakup. Ceny to ok. 1 ml = 2 LE, jak kupuje się więcej to wychodzi taniej, ale nigdy poniżej 1 LE za ml.

To koniec wspólnego zwiedzania. W autobusie decydujemy się na zebranie małego bakszyszu dla naszej wspaniałej pani Magdy - inicjatywa wychodzi od mojego ziomala. Rzeczywiście bardzo dobrze wykonała swoją pracę. Ma ogromną wiedzę na temat Egiptu zarówno starożytnego jak i dzisiejszego. Poza tym jest bardzo miłą osobą, może tylko za często mówi „proszę Państwa”. :) Bardzo się ucieszyła ze skromnego podarku. Powiedziała, że jesteśmy pierwszą grupą, która zrobiła jej taką niespodziankę. Żegnamy się z panią Magdą, ona nas już opuszcza, jedzie tym razem oprowadzać ludzi wraz z rejsem Triady.

My natomiast mamy czas wolny. Bierzemy taksówkę i umawiamy dojazd do tutejszego kairskiego ogromnego bazaru na 10 LE. Okazuje się, że tak jak ulice w Kairze tak uliczki na bazarze są ułożone tematycznie, według sprzedawanych towarów. Wpierw kupujemy owoce: limonki, granaty - weźmiemy je później do kraju. Bierzemy również do spróbowania dwa zielone pomarańcze (jak się później okazuje, po schłodzeniu w lodówce są pyszne – przypominają przy gryzieniu grejpfruta a w smaku są orzeźwiające i lekko słodkie o smaku pomarańczy.

Następnie udajemy się na drugą stronę bazaru. Tam szukam upatrzonej przy piramidach figurki. Jak widać nie próżno gość się tak cenił na wzgórzu widokowym. Ledwo znajdujemy jeden sklepik z tą figurką, ale znów sprzedawca nie chce zejść poniżej 180 LE. Nie poddaję się i szukam dalej, miedzy czasie widzimy uliczki z wyrobami jubilerskimi, ubraniami i materiałami. Wracając już w stronę głównej ulicy widzę malutkie stoisko a tam sprzedawca ma aż dwie takie figurki. Okazuje się bardzo uśmiechniętym, miłym człowiekiem i dość szybko i ze śmiechem dogaduję się na cenę 65 LE!!!!

Wracamy do hotelu tylko na kolację i ruszamy dalej, chcemy wykorzystać jeszcze te ostatnie parę godzin w Kairze a zarazem w Egipcie. Postanowiliśmy wraz z Marcinem i jego drugą połową pojechać zobaczyć piramidy w nocy. Ustalamy za kurs 30 LE tam i z powrotem i ruszamy w tę dżunglę pojazdów. Najczęstsze słowo, jakie ciśnie nam się na usta to: SZOK! Obowiązuje tam tylko jedna zasada – BRAK ZASAD. Z fascynacją przemierzamy ulice jednego z największych miast świata.

Wydaje mi się, że gdyby jeździli normalnie powstawałyby przeogromne wręcz korki. A tak w miarę sprawnie, prawie nie zatrzymując się, przemierzamy kilkanaście kilometrów. Tysiące aut, niemal każdy bez świateł. Wszyscy trąbią, wymijają się dosłownie na milimetry. Z moich obserwacji wyszło, że kierunkowskaz włączają tylko przy zmianie kilku pasów naraz. A cała jazda polega na wymuszaniu pierwszeństwa – bez znaczenia czy na autach czy na pieszych (!). Hamują tylko wtedy, kiedy widać, że bez tego dojdzie do stłuczki (a i tak jak już wcześniej wspominałem dochodzi do nich nagminnie).

Dojeżdżamy do piramid i niestety rozczarowanie – nie są oświetlone ani trochę! To z tego powodu nie widzieliśmy ich lecąc w nocy z samolotu. Jedziemy jeszcze pod Sfinksa a tam mija nas kilkanaście autokarów. Skończył się właśnie pokaz światło i dźwięk - szkoda, że spóźniliśmy się o parę minut.

W ogóle się tym nie przejmujemy. Niby na darmo jechaliśmy taksówką, ale sama jazda tymi ulicami jest ogromną przygodą. Na ulicach pełno polskich dużych fiatów i polonezów. Wcześniej nas poinformowała nasza Pani przewodnik, że to dzięki układowi gospodarczemu między naszymi krajami, do którego doszło w latach 70-tych. W tym czasie też robione były przez Polaków specjalne modele maluchów, które nie trafiały nigdzie indziej jak do Egiptu.

Wracamy do hotelu, według planu dziś pobudka o 2:30 w nocy, suchy prowiant i ruszamy o 3:10 do Hurghady. Na pytanie zadane rano pani Magdzie przez jednego z turystów w naszym autobusie, dlaczego jedziemy 600 km w jedną stronę, aby potem tę samą drogę wracać samolotem odpowiedziała, że na lotnisku w Kairze nie ma czarterów. Wielka szkoda, w ten sposób tworzy się ogromny absurd.

Jest 23.00, pakowanie się i chwilę snu.
Sfinks, Piramidy - Egipt - Egipt
Zobacz moje zdjęcia z tej opowieści
ta opowieść ma kolejne części: Poprzednia 1|2..13|14|15|16| Następna

Zgłoś błąd / nadużycie » Przyjazne drukowanie »


reklamy:

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował.

Dodaj komentarz

Aby skomentować musisz się najpierw zalogować