kraj:
Egipt
, Wycieczka objazdowa autor: eryk2k1
15-01-2012 14:01, ocena: 0.00/0 komentarzy: 2

Egipt 7+7 Triada Zwiedzanie cz. 4, 18.09-02.10.04r.

Dzień 3

Hurghada, MC Donald - Egipt – relacje z podróży
Dzień zaczynamy od zaspania na śniadanie, jesteśmy co prawda jeszcze wpuszczeni ale nie ma już nic prawie do jedzenia. To nic, i tak chcemy przetestować na mieście coś, czego nie ma w Polsce.

Po "śniadaniu" idziemy na naszą plażę "Aloha beach". Tym razem snurkując wzdłuż plaży, płyniemy myślę około jednego kilometra, szukając ładniejszych raf koralowych. Faktycznie kawałek dalej jest już o wiele lepiej. Znajdujemy większą i ładniejszą rafę gdzie pływa dziesiątki rybek w kolorach tęczy. Przechodzą mi przez głowę myśli, jak miło byłoby już tylko na nie patrzeć do końca życia, są takie cudne! Widzimy ławicę z tysięcy małych srebrnych rybek, kolorową płaszczkę i cudowną muszlę - jak się okazało z lokatorem w środku (po obejrzeniu wraca na swoje miejsce).

Poszliśmy później do MC Donalda na Mc Arabia. Opowieści o niej, które czytałem na Internecie, jak się okazuje nie są przesadzone. Kanapka jest pyszna i duża. Po zjedzeniu wracamy piechotą do hotelu, a że jest to spory kawałek musimy ciągle ignorować "atakujących" nas naganiaczy. Tuż przy samym hotelu jeden z nich pamięta moje imię z dnia poprzedniego, dlatego decydujemy się wejść do sklepu.

Jest bardzo miło, kupujemy kartki (wraz ze znaczkami), zaprasza nas do wypalenia razem sziszy. Siadamy w kółeczku i palimy sziszę o smaku tabako. Niezły czadzik. Być w Egipcie i nie zapalić sziszki to wstyd :). W sklepie siedzi jeszcze dwóch Egipcjan. Jeden z nich bierze nas po chwili do sklepu obok i tam zaczynamy rozmowę.

Jak twierdzi jest szefem tych dwóch sklepów. Jego pracownik w między czasie, niczym kelner przynosi nam po chwili czerwoną herbatę. Opowiada nam o sobie. Wiemy, że wszystko albo większość tych historii to kłamstwa. Mówi, że był piłkarzem, że grał w Kaiserlaurten, Inter Milan oraz, że jest egipskim Maradoną. Mówi, że zna pięć języków, we Włoszech chodził w jednym momencie z 5 dziewczynami i jeszcze wiele innych historii. Ma dwa jachty. Robi wycieczki i pali papierosy bo jak ma się tyle interesów to i nerwy są b. duże (przypomniałem mu, że przecież twierdził, że to my Europejczycy jesteśmy nerwowi i ciągle się gdzieś spieszymy). Rozmowa odbywa się w języku angielskim i bardzo mnie bawi, popijamy herbatę. W pewnym momencie sprawdzam jego znajomość włoskiego. Mówił, że zna go perfekt bo grał we Włoszech prawie trzy lata. Wyglądało, że coś tam faktycznie w tym języku mówi, chociaż bardziej słuchał to co ja mówiłem, po czym w pewnym momencie sam przechodzi na angielski.

Dochodzimy powoli do sedna sprawy :). Pokazuje nam ekstrakty perfum, jak sam twierdzi to właśnie z nich światowe firmy produkują markowe perfumy. Przepis na nie jest bardzo prosty. Bierzemy taki ekstrakt i dodajemy alkohol, dajemy na dwa dni do lodówki, pakujemy w ładne opakowanie i mamy fabrykę perfum. Chyba go zawiedliśmy nic u niego nie kupując, zapewniając że wrócimy jak przemyślimy ofertę. Cena tych perfum była 1LE za 1 ml (jak się okazało cena b. dobra). Później żałowałem, że tam nie kupiłem tych perfum bo wydawały się najlepsze ze wszystkich jakie widzieliśmy.

Ubawieni ale i zmęczeni nagabywaniem wracamy do hotelu, tam znów nas zaczepiają sprzedawcy tym razem z hotelowego sklepu. Jest ich trzech, młodzi ludzie z którymi już kilka razy rozmawialiśmy dobrze się przy tym bawiąc. Znów jest sporo śmiechu i zabawy, kupujemy jakieś szpargały.

Następnie idziemy ponownie na naszą plażę. Jest już dość późno. Człowiek przy wejściu wpuszcza nas ale mówi, że nie możemy się kąpać. Nie rozumiejąc czemu idziemy nad morze. Z daleka widzę w wodzie trzy osoby w ciemnych strojach, domyślam się że zapewne nurkowie ćwiczą wieczorne nurkowanie. Eh jak się pomyliłem. Jak się okazuje po podejściu bliżej widzimy kobiety arabskie, które całkowicie ubrane zażywają morskich kąpieli :-). Szokujący widok!

Wpadamy zatem na pomysł aby iść do darmowego - obiecanego przez rezydentkę basenu o tej samej nazwie co plaża - "Aloha". Po wejściu do obcego hotelu "na twardziela", tak jakbyśmy tę drogę pokonywali codziennie :), idziemy przed siebie szukając basenu. Sposób skutkuje, nikt z obsługi nami się nie zainteresował, zapewne pomyśleli, że wracamy do siebie. Uniknęliśmy zbędnych pytań i tłumaczenia. Znajdujemy w końcu basen, jest o wiele lepszy od tego z hotelu Roma. Następnie idziemy na kolację, eh znów wszystko chłodne.

Minęły dwa dni a ja ciągle nie mogę uwierzyć, że tutaj jestem, że to nie sen. Idąc spacerem około drugiej w nocy widzę życie Hurghady, patrzę na tych wszystkich ludzi, na parę zakochanych gdzie kobieta jest opatulona od stóp do głów i jadą na randkę samochodem. Patrzę na ludzi ubranych w typowo egipski sposób, na przepiękne całkowicie inne od naszych koty, biegające bezpańsko po bocznych uliczkach. To wszystko jest niesamowite i wręcz nierealne.

Następnie idziemy do dyskoteki "Papas". Ochroniarz pozwala wejść jednemu z kumpli aby się rozejrzał, my z drugim czekamy na zewnątrz. Ochroniarz pyta skąd jesteśmy po czym usłyszawszy odpowiedź mówi "jak się masz". W Egipcie nie trudno o przyjaciół :).

Wracamy busikiem w trzy osoby, o tej porze busiki są trochę droższe, ustalamy kwotę 5 LE za trzy osoby. W drodze kierowca mówi, że możemy iść gdzie indziej, gdzie są wolne kobiety - bo w "Papas" są same zajęte. Dziękujemy za wszystko i wysiadamy po uiszczeniu umówionej ceny za przejazd.

Po drodze mijamy sporo białych kobiet całujących się lub idących obok Arabów, z tego co słyszymy ich rozmowy to wszystkie są Rosjankami.

c.d.n.
Hurghada, Warzywniak - Egipt
Zobacz moje zdjęcia z tej opowieści
ta opowieść ma kolejne części: Poprzednia 1|2|3|4|5|6..16| Następna

Zgłoś błąd / nadużycie » Przyjazne drukowanie »


reklamy:

Komentarze

eryk2k1 (382), 15-01-2012 16:04

Nie ma jak dalekie podróże
Sziszka, sziszka :).

AlboAlbo (460), 15-01-2012 15:40

navigare necesse est
ja się zastanawiam tylko nad tą sziszą czy to szisza faktycznie była ;)


Dodaj komentarz

Aby skomentować musisz się najpierw zalogować